Ślub Miki i Valda, starych znajomych, z mrocznym i odległych czasów
Bardzo się go bałam. Po traumatycznych przeżyciach na ślubie brata ciotecznego Pawła, nie byłam sobie w stanie wyobrazić nic miłego, fajnego, takiego jakim powinien taki dzień być. Na szczęście rzeczywistość zweryfikowała moje uprzedzenia. Ceremonia odbyła się w Kościele Pokamedulskim na kampusie UKSW, poprowadzona przez przesympatycznego, uśmiechniętego księdza. Nie wiem, czy przez odległość, czy z innych powodów, nic nie raziło oka. Wszystko odbyło się po prostu sympatycznie, a czytanie zamiast o lęku przez Bogiem było po prostu Pieśnią nad Pieśniami (nie wiem, słyszałam tylko, bo się spóźniliśmy). Ksiądz z resztą jest ponoć gwiazdą ogólnie znaną – jak byliśmy mali prowadził np. Ziarno
)
Potem wesele – zasiadane, ale mimo to przemiłe. Ja się cieszyłam jak głupek, bo w końcu zobaczyłam wszystkie mordki, których strasznie dawno nie widziałam, niektórych to pewnie jeszcze od czasów Kopalni. Więc gicik. Mogę się zaśłubić
A foty Pawła, a jaaaaaaakże !!


To Ty Paweł zrobiłeś te zdjęcia?! Piękne są! Przepraszam, że zaczynam karierę na tej stronie od tego wybuchu, ale bardzo mi się spodobały. A Ty Manieczka robisz jeszcze zdjęcia jakieś?
Zdjęcie we wcześniejszym wpisie jest Marianny. Może nie robi dużo, ale za to fajnie. Za duży i za ciężki aparat kupiłem i Mania się obraziła trochę na fotografownie
A za miłe słowa bardzo dziękuję.