galopująca jesień zaowocowała u mnie permanentnym bólem gardła.
przepis na tą okazję:
składniki
łyżeczka miodu
łyżeczka masła
szklanka mleka
proces
mieszamy wszystko ze sobą, a potem 95s w mikrofalówce.
-
postępujące ochłodzenie powoduje też że sąsiedzi z bloku uciekają do cieplejszych regionów pozostawiając na klatkach schodowych resztki meblościanek z nieodłącznymi naklejkami z dzieciństwa. chyba czas iść w ich ślady.



pycha. to prawdopodobnie jedyna rzecz, którą będziemy potrafili przyrządzić w naszej mikrofalówce. bestia ma multum programów, trybów i nie wiem czego jeszcze, a przy tym bardzo nieintuicyjną obsługę i mało czytelną instrukcję. efekt jest taki, że wszystko co do tej pory z niej wyszło bardzo (za bardzo) odbiegało od wyobrażeń. (patrz: dzieci z Polski versus zaawansowana technologia ludów protestanckich:) -h
mikrofalówki to potrafi być jakiś zupełny kosmos. ja od lat mam w domu dosyć zaawansowany technologicznie egzemplarz (kiedyś potrafiłem nawet upiec w niej zajebiste ciasto), a w pracy nie jestem stanie w zasadzie nic zadziałać. łączę się z wami w przytłoczeniu techniką (P)
kuruj się kuruj. ale powiem Ci w sekrecie, jako dziecię wychowane na łonie natury, że mikrofala zabije Ci wszystkie wszyściusieńkie witaminki i inne dobre bakterie i całe działanie miodu na marne. bo powinno się podgrzać mleko, a potem dodać miodu do ciepłego. tak mi powiedział pan pszczelarz z Nałęczowa, jak u niego kupowałam miód. że lepiej wziąć łyżeczkę do buzi i popijać herbatą niż dodawać do herbaty, bo powyżej 40 stopni miód jest kaput. i korzyści wtedy więcej, bo można więcej zjeść!
Nigdy mi nie przyszło do głowy, że w mleku z miodem może być coś co by mnie leczyło
zawsze traktowałem to jako p-ból (P)