Czosnkowo ::

czyli my od kuchni

Jagnięcina z sosem 12 październik, 2008

Zaszufladkowany do: Paweł — czosnkowo @ 20:24
Tags: , ,

Klik po większe

Jagnięcina w sosie (nieprawowierna wariacja na temat Rogan Josh)

Składniki

Jagnięcina (hmmm… nie mam pojęcia ile… na oko między 0,5 a 0,75 kg… leżała w zamrażarce tak długo, aż zapomniałem, ale jednak bardziej 0,75 niż 0,5)

4 ząbki czosnku (zmiażdżone)

Mała papryczka chili (posiekana)

Kawałek imbiru (ok. 6cm startego korzenia)

2 łyżeczki papryki w proszku

2 łyżeczki kolendry (utłuczone w moździerzu)

2 łyżeczki kminu rzymskiego (utłuczone w moździerzu)

3 łyżki ghee (ale pewnie normalne masło też byłoby git)

½ cebuli (drobno posiekanej)

2 łyżeczki mielonej trawy cytrynowej (świetny wynalazek, sprzedawany w małych słoiczkach. gorąco polecam)

6 strączków zielonego kardamonu i 2 strączki czarnego

5 goździków

2 liście laurowe

6-9 suszonych liści curry

Trochę cynamonu

Szafran/kurkuma wymieszane z dwoma łyżkami mleka

Trochę garam masali

Puszka mleka kokosowego

Szklanka jogurtu naturalnego

+ ryż (najlepiej basmati)

Proces

Jagnięcinę należy pokroić na drobną kostkę (kawałki po 3-4cm), posolić i wymieszać z imbirem, czosnkiem, chili, papryką, kolendrą i kuminem. Przykryć i odstawić do lodówki (najlepiej na całą noc, ale godzina – dwie minimum).

Na patelni usmażyć trawę cytrynową z cebulą (aż zbrązowieje), po czym zdjąć je z patelni i na to samo gorące ghee wrzucić liście laurowe, liście curry, cynamon, goździki i kardamon. Po dwóch minutach wrzucić mięso, a po chwili cebulę z trawą cytrynową (ghee musi być bardzo gorące). Mięso obsmażyć dokładnie z każdej strony. Zalać 125ml wody i smażyć na dużym ogniu aż woda wyparuje. Dolać kolejne 125ml wody i puszkę mleka kokosowego. Dusić powoli, aż mięso będzie miękkie, a większość płynu wyparuje (jako że mamy do czynienia z jagnięciną to trochę to potrwa…). Przerwę można wykorzystać na gotowanie ryżu. Kiedy mięso będzie dobre dodać jogurt i szafran/kurkumę. Garam masala do smaku i podawać.

Punktem wyjścia do tego dania był przepis na Rogan Josh ze świetnej książki „Szczypta smaku… Indie”

 

23 Responses to “Jagnięcina z sosem”

  1. agt Says:

    mmm…
    myślami żołądek wybiega do piątku;)

  2. ula Says:

    o nie! jamais!
    a co ja będę jadła? : / mam przyjść z własnym obrokiem? ugotuję sobie zupę z liści i kasztanów, i zobaczycie, pochoruję się i umrę od tego… i to będzie właśnie wina jagnięciny!

  3. czosnkowo Says:

    nie no, zaraz – wszyscy będziemy jedli zupę z piasku i trawy, a na drugie kotlety z ziemniaków i pokrzywy.

    btw – czy jajka, mleko, śmietanę i tłuszcze zwierzęce akceptujesz? (P)

  4. ula Says:

    uff.. :) tak naprawdę, to nigdy w Was nie wątpiłam. obiecuję.

    ja wszystko akceptuję, tylko pani chinka mi nie pozwala. ale dawno u niej nie byłam, więc się sprzeniewierzam, póki mogę.

    tłuszcze zwierzęce tak, ale nie ze świnki, tylko z krowy i tylko z mleka, a nie np. z raciczek : )

  5. agt Says:

    a na deser pączki z ziemi : )

    ps.
    ale kurczaczka to chyba zjesz? to chude jest, to przecież w ogóle nie jest mięso! ; ]

  6. macgillavrylaan Says:

    i znowu będzie Białowieska bez nas…? *chlip*

  7. czosnkowo Says:

    białowieska? (P)

  8. agt Says:

    to było na końcu, wspomnienia się zacierają : )
    chyba, że na końcu były te małe buteleczki…a białowieska pośrodku.. ja też nie pamiętam.

  9. ula Says:

    jak to? to nawet nie pamiętasz Białowieskiej?
    A wyglądałeś tak niewinnie… kto by pomyślał :p

    Hubert, nie martw się, Marianna z Wami opije naszą dolę. A potem może razem na święta? dzień święty święcić.

  10. agt Says:

    aaaa…. połączone mózgi…

    ps. okt by się uśmiał:)

  11. czosnkowo Says:

    hym. no prawda, zapomniałem. my w miejsce białowieskiej możemy zaproponować ruskij standart, smirnoffa albo absolut disco :)

  12. ula Says:

    ja poproszę disco bez absolutu : D

  13. czosnkowo Says:

    postmodernizm. fuj. (P)

  14. macgillavrylaan Says:

    no ta rosa poranna… i jeszcze ponczyk…

  15. macgillavrylaan Says:

    i jeszcze: nie wiem czy poprosić o przywózkę, czy raczej obiecywać miejscowe. W sumie to expat nie expat, gościa podjąć trzeba… Dysponujemy jasnym Franciszkanerem i zielonym Palmem.
    A ze świętami to wielka niewiadoma. Na odpowiedź poczekamy do naprawy Wielkiego Zderzacza Hadronów(R) (kocham tę nazwę!)
    Poza tym: fe! My jesteśmy sekularni i czcimy wyłącznie święta spoza naszego kręgu kulturowego (za to przesadnie!)

    btw, Agata, zapominasz o cieście z błota!

  16. Marianna Says:

    w sensie, ze Ramadan?

  17. macgillavrylaan Says:

    tak! Ramadan – to brzmi wystarczająco egzotycznie. Choć nie tak dobrze jak np. Kwanzaa czy Międzynarodowy Dzień Ziemniaka (obchodziliśmy całkiem niedawno).

  18. agt Says:

    ciasto z błota.
    a zupa z kompotem? (kompot w zupie…?)
    ech, to były czasy, nie?
    całus

  19. czosnkowo Says:

    halo halo, ale zupa z kompotem (czyli w mojej nomenklaturze zupa owocowa – kluski zalane kompotem z owocami) jest naprawdę dobra! (P)

  20. agt Says:

    tamta to był chyba krupnik…

  21. Marianna Says:

    Hahaha, przeczytalam “z kompostem” :D D

  22. agt Says:

    to by nawet pasowało:)

  23. macgillavrylaan Says:

    bardzo proszę o nie śmiacie tylko błyskawiczne napiętnowanie koleżanki, tak a la mode polonaise. przygoda z kompotem to nie była żadna zabawna dykteryjka tylko pierwszej wody (po kisielu, oł gad, dobrze że nie dawali kisielu) materiał na traumę.
    Czy muszę dodawać, że potem była zapalniczka w piwie i nie-wiem-co-jeszcze? Traumatyczna recydywa. Ja mam na koncie tylko ząb.

    a tak btw, krupnik z kompotem, omujezu… pewnie podają to w piekle razem z żelkami anyżkowymi i galaretkami z Warsa

    (Agata może teraz brylować na imprezie skarbnicą historyjek:)
    -h


Leave a Reply