Po pierwszym dniu, główną obserwacją jest to, że centrum AMsterdamu wygląda trochę jakby było zrobione z piernika. Są nawet baby jagi! Jest ładny, wodnisty, deszczowy i mały. W sensie jest tu nisko i wąsko. Zupełnie nie wielkomiejsko. Szczerze mówiąc Lublin wydawał się większy. Jest też dość drogo, a muzea zupełnie już nie zachęcają do odwiedzin (Van Gogha 12,5E, Anny Frank 7,5E, Historii Żydów kolejne kilka…). Założę więc, że tu jeszcze na pewno wrócę i pewnie zrobimy tylko obchód Van Gogha. Miłe Chłopaky poczekały z tą przyjemnością na mnie! Hurra!
Jako, że pogoda jest nam równie nieprzychylna jak muzea, na razie tylko zdjęcia z tego, że tu naprawdę jestem i że naprawdę jest też H.-, Okt.-, Ula i Agata



o rany! ale super! Marianno, dziękuję/my za zdjęcia.
jak strasznie strasznie się stęskniłam za widokiem chłopców (moja babcia polonistka zawsze mówiła, że chłopaki to niepoprawnie).
I co za ironia, o losie, z inną Ulą i inną Agatą zasiedliście przy jednym stoliku : ]
proszę o jeszcze!