Dzisiejszy obiad jedliśmy w Dżonce. Nigdy wcześniej tam nie byłem i przyznam, że liczyłem chyba na zdecydowanie zbyt wiele… W każdym razie sajgonki z Que-Honga wygrywają ze spring rollsami z Dżonki w przedbiegach, a wołowiny zamówionej przez eM nie skaził kontakt z żadną przyprawą.
Może stąd ta mina na zdjęciu…
Przeczucie nadchodzącego rozczarowania?
W Dżonce 30 listopad, 2008
Listopad, nie październik 28 listopad, 2008
Jakiś wyjątkowo przyjazny jest w tym roku listopad.
A po chorwacku słowo listopad oznacza… październik
Brukselka 24 listopad, 2008
Jakoś trochę (za)dużo się ostatnio dzieje (rzeczy niezbyt ciekawych) i strasznie zaniedbałem się w moich wpisach. No nic… wrzucam kilka zdjęć z podróży do Brukseli, o której wcześniej pisała Mania. I parę słów też.
Po pierwsze odradzam wszystkim latanie samolotami o 6-7ej rano. Uważam, że te godziny w ogóle nie powinny istnieć i należy je czym prędzej zlikwidować. Na początek proponuję globalny bojkot wykonywania jakichkolwiek czynności przed 8ą.
Po drugie, jako że tego typu podróże zawsze obfitują w ciekawe odkrycia kuchni hotelowo-transportowej trafiłem w hotelu na bardzo oryginalne danie – jakąś taką żółtą masę niby jajeczną podawaną na pół-zimno (mniej więcej w temperaturze kawy hotelowej). Podobno na zachodzie w gastronomii znają coś takiego, jak jajecznica z proszku. Może to było to?
Po trzecie hotel miałem bardzo przyzwoity, co po moich poprzednich doświadczeniach z tym miastem stanowiło bardzo miłą odmianę (na zdjęciu widać nawet logo sieci hotelowej – naprawdę spoko firma).
Po czwarte dużo w Brukselsce nowoczesności, pieniędzy, szkła i Arabów i czuję się w tym wszystkim dosyć obco.
Po piąte – poczucie obcości pogłębiają także niezwykłe obyczaje kulinarne tubylców. W miejscowej smażalni miałem okazję zjeść „hamburgera” o następującym składzie: bagietka, sos majonezowy, kotlet (smażony na głębokim tłuszczu), cebula (smażona na głębokim tłuszczu), frytki (rzecz jasna – smażone na głębokim tłuszczu). Byłem zaskoczony, bo było TO nawet jadalne… ale w sumie wspominam TO jednak z pewnym obrzydzeniem.
Po szóste mają tam bardzo obfitą faunę i florę, a po siódme – strasznie dużo sztuki w przestrzeni publicznej (zarówno oficjalnej, jak i nieoficjalnej). Tej sztuki to im trochę zazdroszczę…
Po ósme – o ile TEMU dałem radę o tyle „Young Coconut Juice” przekroczył moje możliwości… substancja trochę zbyt nieprzyjazna dla kubeczków smakowych człowieka z nazwiskiem na „-ski”… przybyszom z Pol-ski nie polecam.
To tyle. A nawiasem mówiąc to poleciałem tam zawodowo, załatwiać interesy w PE.
Ciekawość 19 listopad, 2008
Kim są nasi stali bywalcy z Pruszkowa, Brwinowa, Józefowa i Milanówka, hm?
Nu, ręka do góry i komentarz na dole, proszę
)
A przy okazji, pragę się pochwalić swoim dokonaniem:

Nasze drugie własne sushi
Było smaczne, choć jeszcze nie idealne. Ustaliliśmy też, że choć oboje bardzo lubimy jeść, to w robieniu spełniam się, o dziwo, bardziej ja. Za mało zapachów – poza rybą – drażni nos Ziomeczka, by uznał to za godne
Foto komórką, rolki podstawką do talerzy. Będą kiedyś jeszcze równiejsze.
A mój kot, to… 14 listopad, 2008
No wiem, gadanie o własnych kotach, kiedy goście akurat mają je przed nosem, a pisanie w środku nocy to dwie zupełnie inne sprawy, ALE… właśnie wyszłam z kąpieli. Kąpiel była długa i obfitowała w dużą liczbę przeczytanych stron. Czytając kolejną , uświadomiłam sobie, że coś strasznie wyje za drzwiami i wcale nie jest to wiatr. W drzwiach łazienki są otwory na dole, ot, coby się nie udusić. Gdy spojrzałam na nie, okazało się, że w jednym z nich tkwi wbite we mnie OKO. I nie ani drgnie. No może drgnie lekko w rytm zawodzenia. Moja młodsza kotka przez całą półgodzinną kąpiel wyła pod drzwiami, bacznie obserwując, co się ze mną dzieje. A jak wyszłam, odtańczyła najradośniejszy – choć przyznam, że równie histeryczny, co radosny – taniec powitalny, jaki kiedykolwiek widziałam. A widziałam wiele i to pełnych pasji.
Nie wiem, co to kocie sobie w łebku uroiło, ale czegoś takiego nigdy nie widziałam. Może myślała, że zostanę już w wannie na zawsze i nikt nigdy nie napełni jej miski pysznymi chrupkami? No nie wiem, dziwne to było, dziwne. I teraz nie odstępuje mnie na krok.
O. No to się podzieliłam, mimo, że trochę wstyd.
Promocja 13 listopad, 2008
LOT właśnie zrobił promocję lotów do Amsterdamu. Na szczęście nie aż tak okazyjną. W końcu nasza podróż ciągle będzie tańsza od promocyjnej o 200 zł
Ale dla zainteresowanych, bilet za niecałe 699 zł, tylko trzeba kupić w dniach 13-17 listopada, a rozpocząć w dniach od 15.01do 28.02 2009. Ale może warto się zastanowić, czy np. przyjazd do Polski pod koniec lutego to nie byłoby to? Może nawet załapać się na odrobinę prawdziwego śniegu?
Poza tym jesienna depresja, niemożność zabrania się do pracy, sprzątania czy choćby przeczytania czegoś więcej niż gazeta. Czyli w normie. A Pan Ziomek baluje w Brukseli wśród sikających figur.
makaron z łososiem 9 listopad, 2008
Składniki (proporcje dla jednego głodnego Pawła)
Łosoś (jak na obrazku)
Śmietana 18% (całe małe opakowanie)
Szalotka
Parmezan
Oliwa
Sólpieprz
Pół paczki makaronu
Proces
Łososia pokroić na drobne kawałki. Szalotkę poszatkować i podsmażyć na rozgrzanej oliwie. Wlać śmietanę i wrzucić kawałeczki łososia. Dusić aż się udusi. Zmieszać z makaronem i posypać parmezanem. W trakcie przygotowania oraz konsumpcji rozglądać się bacznie i wypatrywać, czy w promieniu 100m nie pojawił się nikt kto musi dbać o linię.
Jedziemy do Amsterdamu!!! 3 listopad, 2008

Chwalipięta!!
Huurrraaaaaa, jedziemy do Amsterdamu na Sylwestra, coby chłopcy sami nie byli w ten smutny dzień ![]()
Kombinatoryka straszna miała miejsce i koniec końców – samolotem do Dortmundu i stamtąd pociągiem. I udało się zaoszczędzić 300zł na osobie w ten sposób ![]()
Ktoś dołącza?


