![]() |
Dzień zacząłem od wizyty i zakupów w moim ulubionym antykwariacie na bazarze Szembeka. Absolutnie cudowne miejsce. Na półce „Książki kucharskie” znaleźć można tam np. „Rodzynki i migdały”…
Wśród rzeczy, które kupiłem znalazła się jedna z najdziwniejszych książek, jakie do tej pory widziałem. Fragment ze wstępu: „Niniejsza książka, przedstawiająca anatomię topograficzną owcy, jest pierwszą częścią naszego zamierzenia. Przy jej opracowywaniu posłużyliśmy się barwnymi fotografiami przekrojów zamrożonego ciała owcy, wykonanych w trzech płaszczyznach – poprzecznej, czołowej (poziomej) i strzałkowej (pionowej).” Atrakcyjności książce dodaje jeszcze to, że autorem wszystkich 102 zdjęć jest fotograf o imieniu… Zbyszko Siemaszko. Google twierdzi, że w serii wyszła jeszcze przynajmniej jedna publikacja - Atlas Anatomii Topograficznej Krowy. Ludzie nigdy nie przestaną mnie zadziwiać.
Po dawce hard-core’u jaką zapewnił mi ten branżowy album potrzebowałem czegoś miłego i niegroźnego takiego, jak np. makaron z dynią.
-
Makaron z dynią i orzechami włoskimi:
Składniki:
Dynia (słodka, makaronowa / pokrojona w drobną kostkę) Czosnek (1-2 ząbki / zmiażdżone) Cebula (połówka / drobniutko pokrojona) Natka pietruszki (3-4 łyżki / posiekana) Śmietana 18% (dosyć dużo) Parmezan Orzechy włoskie (2-3 łyżki / posiekane) Oliwa Pieprz/sól (następnym razem jak będę robił, to dodam też chili) i makaron rzecz jasna…
Proces:
Cebulę i czosnek podsmażam na patelni. Dodaję dynię i duszę do momentu kiedy będzie miękka. Wlewam śmietanę, wrzucam pietruszkę i część parmezanu. Mieszam. W międzyczasie gotuję makaron. Ugotowany makaron wrzucam do sosu. Mieszam. Przed podaniem posypuję resztą parmezanu i orzechami włoskimi. Proste i miłe. Słodkie.
Jako akompaniament do mlaskania i ciamkania polecam coś równie łatwego i słodkawego jak samo danie. Ja użyłem zespołu Nostalgia 77, ale polecam też np. Bonobo |
Makaron z dynią 20 wrzesień, 2008
Proces Dyni 7 wrzesień, 2008
|
|
A robi się tak:
Tu Paweł wpisze, jak, ale za chwilkę _____________ Paweł pisze:
Po pierwsze - zapraszamy na kolację Wegetariankę
Po drugie - zatrudniamy tylko najlepszych, najbardziej wymagających testerów składników naszych dań [na zdjęciu]
Po trzecie - gotujemy wywar warzywny. Mniej więcej tak, jak w przepisie (w którym znajdziemy m.in. strasznie fajny pomysł z powbijaniem goździków w cebulę) z dodatkiem: suszonej papryczki chili, kilku(nastu) liści curry, kardamonu, korzenia imbiru (w ściśle odmierzonej ilości, którą zwykłem określać mianem „trochę”) + dodatkowego czosnku (w przepisie dość skromnie, a nas interesuje zestaw super size. a jakże!) [gotowanie na zdjęciu]
Po czwarte – na maśle smażymy dwa ząbki czosnku i trochę startego imbiru, następnie wrzucamy do tego pokrojoną w kostki dynię, a następnie zalewamy krowim mlekiem i bulionem. Całość dusimy, aż dynia zrobi się na tyle miękka, że będzie można ją bez problemu zmiksować. Miksujemy dynię. Dodajemy puszkę mleczka kokosowego, cynamon, pieprz, sól. Byłoby super dodać trochę świeżej kolendry, ale nie udało nam się kupić.
Po piąte – konsumujemy wspólnie z Wegetarianką i spędzamy przemiły wieczór, rozmawiając o dziedziczeniu uprzedzeń, kulturowych rolach przypisanych płci itp. W naturalny sposób unikamy przy tym wulgarnych wyrazów uniwersyteckich i podajemy wszystko w kontekście osobistym.
Przypis do przepisu – dla uspokojenia wszystkich, którzy jedli, albo będą jedli coś w naszym domu – koty nie dotykają i nie oblizują składników przyrządzanego przez nas jedzenia |


