Dzisiejszy obiad jedliśmy w Dżonce. Nigdy wcześniej tam nie byłem i przyznam, że liczyłem chyba na zdecydowanie zbyt wiele… W każdym razie sajgonki z Que-Honga wygrywają ze spring rollsami z Dżonki w przedbiegach, a wołowiny zamówionej przez eM nie skaził kontakt z żadną przyprawą.
Może stąd ta mina na zdjęciu…
Przeczucie nadchodzącego rozczarowania?
